Co to właściwie jest greenwashing?
Greenwashing to sytuacja, w której marka:
- mówi o ekologii, zrównoważeniu, etyce,
- ale w praktyce nie zmienia wiele w sposobie produkcji,
- albo zmiany są kosmetyczne, a komunikacja – jak z kampanii ratowania świata.
Innymi słowy: więcej energii idzie w opakowanie „eko” niż w realne decyzje dotyczące składu, szycia czy ilości produkowanych ubrań.
Najczęstsze czerwone flagi w komunikacji marek
1. Ogólne hasła bez konkretów
„Tworzymy w zgodzie z naturą”, „Wysoka jakość, którą pokochasz na lata”, „Jesteśmy odpowiedzialną marką” – to wszystko są ładne zdania, ale nic nie mówią.
Jeśli pod nimi nie pojawiają się konkrety:
- jakie SKŁADY?
- gdzie SZYJEMY?
- co dokładnie ROBIMY inaczej?
– to jest sygnał, żeby się zatrzymać.
2. „Eko kolekcja” jako wyjątek
Marka pełna poliestru, fast fashion i wyprzedaży non stop, ale raz w roku wypuszcza „eko kapsułę” z 3 t-shirtami z bawełny organicznej. Cała komunikacja kręci się wokół tej kapsuły, a reszta oferty wygląda jak zawsze.
Czy to znaczy, że „eko kapsuła” jest zła? Nie. Ale jeśli marka buduje cały wizerunek na tym fragmencie oferty, przemilczając całą resztę – to jest element greenwashingu.
3. Szumne nazwy kolekcji zamiast faktów
„Conscious”, „Earth”, „Green line”, „Nature edit” – nazwy potrafią być kreatywne. Pytanie brzmi: co stoi za nazwą?
Zwróć uwagę, czy przy produktach pojawiają się:
- pełne składy (z procentami),
- konkretne informacje o produkcji (kraj, typ szwalni),
- opis, co jest „bardziej odpowiedzialne” (np. recykling, mniejsza liczba kolekcji, jakość tkaniny).
Jeśli jedynym „eko” elementem jest zielona metka i piękna nazwa – to nie jest zrównoważona moda, tylko zrównoważony marketing.
4. „Tkaniny ekologiczne” bez wyjaśnienia, co to znaczy
„Eko tkanina”, „przyjazne środowisku materiały” – brzmi super. Tyle że:
- poliester z recyklingu nadal jest poliestrem,
- wiskoza może być super, ale też może być robiona w fatalnych warunkach,
- nie każda „naturalna tkanina” oznacza automatycznie, że ubranie jest super ekologiczne.
Zawsze szukaj pełnej nazwy włókna i składu zamiast ogólnego hasła „eco fabric”.
Jakie pytania możesz sobie zadać przed zakupem?
Poniżej lista pytań, które warto „przelecieć” w głowie (albo w wiadomości do marki):
1. Co tak naprawdę kupuję?
- Czy skład ubrania jest podany w pełni (nie tylko „bawełna”, ale np. 95% bawełna, 5% elastan)?
- Czy naturalne włókna są podstawą, czy tylko dodatkiem?
2. Czy wiem, gdzie to ubranie jest szyte?
- Czy marka jasno mówi o kraju szycia?
- Czy informacje na stronie są spójne (np. tekst vs. regulamin / etykieta)?
3. Czy komunikacja zgadza się z realną ofertą?
- Czy cała marka wygląda na zrównoważoną, czy tylko jedna „eko linia”?
- Czy marka publikuje cokolwiek o ilości kolekcji, nadprodukcji, wyprzedażach?
4. Czy w razie wątpliwości marka odpowiada na moje pytania?
- Jeśli napiszesz z prośbą o skład, sposób pielęgnacji czy miejsce szycia – czy dostajesz konkretną odpowiedź, czy copy-paste z reklamy?
Jak nie popaść w paranoję?
Warto mieć świadomość greenwashingu, ale nie chodzi o to, żeby:
- czuć się winna przy każdych zakupach,
- spędzać godziny na śledzeniu całych łańcuchów dostaw,
- oczekiwać od każdej marki absolutnej perfekcji.
Zamiast tego:
- wybieraj lepiej tam, gdzie masz wpływ (skład, miejsce szycia, ilość kupowanych rzeczy),
- wspieraj marki, które są uczciwe w komunikacji, nawet jeśli nie są „idealnie eko”,
- ucz się rozpoznawać ogólniki i reklamy, które obiecują wszystko naraz.
Świadoma moda to proces, nie test z jedną prawidłową odpowiedzią.
Jak Świadomie Wybrane podchodzi do greenwashingu?
W naszym przewodniku:
- patrzymy na konkrety, a nie tylko na hasła – skład, produkcja, sposób komunikacji,
- staramy się opisywać marki takimi, jakie są, bez dorabiania im „eko aureoli”,
- jeśli marka ma zarówno mocne, jak i słabsze strony (np. fajne składy, ale część produkcji poza Polską) – mówimy o tym wprost.
Nie chodzi nam o polowanie na błędy, tylko o to, żebyś mogła podejmować decyzje na podstawie faktów, a nie samych obietnic.